Aniołowie, jeśli tylko są... to z piekła rodem i jeżdżą motocyklami.
Blog > Komentarze do wpisu
Upragniony cel

23 październik 2005. Rano po śniadaniu naciągam i smaruję łańcuch. Teraz w świetle dziennym widzę, że szaleńcza jazda w Niemczech i w deszczu mocno nadwyrężyła łańcuch napędowy i zębatki.

Na wszelki wypadek zakładamy kombinezony przeciwdeszczowe, mimo iż świeci słońce i jest ciepło. Wyjeżdżamy z Brukseli (piękne miasto, ale nie mamy czasu na zwiedzanie). Znowu autostrady. Kierujemy się na zachód w kierunku Dunkierki.

Po dwóch godzinach dojeżdżamy do francuskiego wybrzeża. Autostarada leci bardzo blisko morza. Widzimy z daleka porty i statki. W pewnym momencie skręcamy na przystań promową. Kupujemy bilet na prom do Anglii i po pół godzinie oczekiwania wjeżdżamy na pokład. Prom odpływa o 14. Dwie godziny rejsu i dopływamy do Dover.

Cały czas na morzu obawiałem się zderzenia z ruchem lewostronnym i oznaczeniami drogowymi w milach. Po dwóch godzinach rejsu zjeżdżamy z promu, kierujemy się za samochodem jadącym przed nami. Po przejechaniu przez pierwsze rondu moje obawy znikają. Radzę sobie świetnie w ruchu lewostronnym, jakbym się tu urodził.

Anglia jest piękna. Podziwiając widoki mkniemy autostradą M20 w kierunku Londynu. Niestety im bliżej stolicy tym coraz więcej samochodó na autostradzie. Korek. Londyn jes przeogromny. Plątanina autostrad, ulic i mniejszych uliczek. Wszędzie mnóstwo ludzi i samochodów. Mam duże problemy z prowadzeniem obciążonego motocykla. Szukamy na mapie ulicy, gdzie mamy wynajęty nocleg, niestety w Polsce można jedynie dostać plan centrum Londynu, czyli mały skrawek tego miasta.

O godzinie 20 docieramy do pólnocnego Londynu. Mieszkanie mamy na Edmonton. Teraz czas zacząć nowe życie. Pierwszy krok za nami.

czwartek, 24 sierpnia 2006, bigos-77
TrackBack
TrackBack URL wpisu: